Witaj zaskrońcu!

Dzisiaj chciałbym Państwu opowiedzieć o pięknym polskim wężu,



który jeszcze dość często występuje w podmokłych lasach i w okolicach zbiorników wodnych i na którego możemy się natknąć podczas fotograficznych wędrówek. To zaskroniec. Jest średniej wielkości, bowiem jego długość waha się od 70 cm do 1 metra. Samice są z reguły większe od samców. Głowa owalna, dość słabo odgraniczona od tułowia.



Oczy z okrągłą źrenicą ! Jest to cecha wszystkich węży niejadowitych występujących w Polsce! Występuje wiele odmian barwnych ale podstawowe ubarwienie to kolor niebieskawo- szary.



Ciało jest pokryte wyraźnie widoczną łuską. Cechą charakterystyczną zaskrońca (od czego zresztą pochodzi jego nazwa gatunkowa) są umieszczone na tyle głowy „zauszne” plamy, intensywnie wybarwione, w kolorze żółtym lub żółto-pomarańczowym, zwykle podkreślone obramowaniem z czarnych łusek. Brzuch białawy z czarnymi, prostokątnymi plamami. Gody tego węża odbywają się w kwietniu i maju, po nich samica składa od kilkunastu do kilkudziesięciu jaj.



Z reguły w pryzmach kompostu, nawozu zwierzęcego, w gnojówce, czy stertach gnijących liści. Często z jednego miejsca wylęgu, korzysta wiele węży z tego samego terenu –czasem nawet różnych gatunków. Po ok. 8-9 tygodniach wylęgają się młode. Na początku trzymają się razem, wspólnie na przykład wygrzewając się w słońcu.



Często można spotkać całe ich grupy, robiące dość niesamowite wrażenie! Zaskrońce należą do gadów, związanych ze środowiskiem wodnym. Wąż ten, na terenie naszego kraju występuje od kilku tysięcy lat i już w średniowieczu był traktowany z wielkim szacunkiem,


bowiem wierzono że przynosi szczęście w domu, który odwiedza. Brzmi to może śmiesznie ale w środowiskach wiejskich jeszcze do niedawna wystawiano w progu domu miseczkę mleka (sic!) dla zaskrońca aby go zaprosić do gospodarstwa.



Do dzisiaj (w Bieszczadach) kłęby zaskrońców w ogródku są traktowane z wielkim szacunkiem i wcale nie są zabijane! To wymysł ludzi z miasta, którym wszystko, co pełza - kojarzy się ze żmiją!



Dlatego bezmyślni” turyści” – wandale, nie przepuszczają żadnemu wężowi, co ze smutkiem miałem okazję kilka razy oglądać. Mam nadzieję, że taki artykuł jak ten- może coś zmieni w naszej mentalności ....



Ponieważ zaskroniec to wąż aktywny w ciągu dnia, lubi (jako zmienno- cieplny gad) suche, dobrze nasłonecznione miejsca, położone w pobliżu wolno płynących lub stojących wód. Na kryjówki i miejsca polowań wybiera jednak miejsca wilgotne i zacienione. Czasami, można go spotkać w pobliżu śmietnisk, na ścieżkach leśnych (gdy wygrzewa się w plamach słońca).



Poluje też na brzegach zbiorników wodnych. Żywi się płazami, kijankami ale nie pogardzi małą rybką czy drobnym gryzoniem. Zaskroniec połyka swoje ofiary żywcem. Brzmi to może nieco makabrycznie ale ten w sumie mały i bezbronny wąż, dostał takie możliwości od Matki Natury. Nie jest jadowity a duszenie ofiar splotami ciała (jak to robi gniewosz plamisty czy wąż Eskulapa) uniemożliwia mu budowa ciała, ”sztywniejsza” od tamtych węży.



Dlatego w miejscach, gdzie jest dużo żab i kijanek- można dość często go spotkać i sfotografować. Zaskroniec nie jest szczególnie płochliwy (jest to moja subiektywna ocena).



Jeżeli jednak silnie się przestraszy, podnosi wysoko przednią część ciała i głośno sycząc, uderza głową w kierunku napastnika, naśladując wiernie atak żmii zygzakowatej. I niestety na tym tylko może poprzestać. Jest przecież wobec człowieka zupełnie bezbronny!



Złapany w rękę, może przestraszyć napastnika, gwałtownie zwracając nadtrawiony pokarm (chlustające wymioty). Może też „strzyknąć” wydzieliną z gruczołów analnych- która strasznie cuchnie! Jeżeli te sposoby zawiodą – wąż w ułamku sekundy wywraca się na grzbiet, przewracając oczami i wywieszając język z półotwartego pyska.



Sprawia to wrażenie, że dostał ataku serca! Zaskoczony człowiek z reguły rzuca go w takim momencie na ziemię –a wąż w ułamku sekundy ożywa i ucieka, gdzie pieprz rośnie! To zjawisko (udawanie nieżywego) nosi nazwę tanatozy i jest dość rozpowszechnione w świecie zwierząt.


W przyrodzie tłumaczy się to faktem, że nagłe znieruchomienie i udawanie martwego może uchronić przed zagładą, bowiem większość drapieżników uznaje za łup- jedynie poruszające się obiekty. Zaskroniec świetnie pływa i dobrze nurkuje.



Fotografując brzegi jezior i stawów, widziałem wielokrotnie polujące w wodzie zaskrońce, bez trudu wyłapujące żaby, kijanki a nawet małe rybki. Im większy był wąż – tym bardziej okazała była jego zdobycz.



Mam zwyczaj, ubrany w wodery (wysokie, nieprzemakalne” buty- spodnie „dla spiningujących wędkarzy) fotografować brzeg jeziora od strony wody (brodząc po płyciznach). Używam wtedy przyrządu,



umożliwiającego mi fotografowanie pod wodą i na powierzchni. Podpatrzyłem ten sposób fotografowania, obserwując pracę płetwonurków. Otóż ,kierownik ekipy, obserwował swoich podopiecznych (pracujących pod wodą), przez szklany wizjer, zamontowany w dnie łodzi –w której siedział.



Wybrałem więc kawałek rury kanalizacyjnej z PCV (5 zł) i na jej końcu wprawiłem (przy pomocy sylikonu szklarskiego- 8 zł) okrągłe, szklane okienko (10 zł). W powstały wizjer wsunąłem końcówkę obiektywu tak, żeby nie było winietowania obrazu. Potem przykręciłem rurę dwoma wkrętami do szyny, na której był zamontowany aparat fotograficzny i obiektyw.



Z boku, na dwóch wysięgnikach (odchodzących od szyny), mam zamontowane zsynchronizowane kabelkiem dwie lampy błyskowe. Dają mi one, oświetlenie obiektu przed „wizjerem” (pod lub nad wodą), niezależne od oświetlenia zewnętrznego, przy dość silnie przysłoniętym obiektywie (odpowiednio duża głębia ostrości). Oświetlenie pod kątem 45 stopni jest dość plastyczne i dla moich potrzeb- zupełnie wystarczające.



Ten zestaw ,mimo że dość nieporęczny, pozwala na robienie zdjęć nad i pod powierzchnią ,nawet bardzo płytkiej wody (kilkanaście centymetrów!). Jedynym minusem tej( bardzo taniej) konstrukcji, jest konieczność wycierania przodu okienka. Po wyjęciu końcówki rury z wody, bo inaczej na zdjęciu wyjdą zacieki. W ten sposób „przy okazji” powstało wiele zdjęć zaskrońców, polujących na brzegu jezior i rzeczek, które spotykałem w czasie fotografowania ważek i innych wodnych stworzeń. Ponieważ ten wąż połyka żabę w całości (nie ma krwi i innych nieestetycznych widoków) –widok dla fotografa- przyrodnika jest naprawdę hipnotyzujący!



Wszystko odbywa się dość wolno, więc z każdego takiego aktu, można uzyskać co najmniej kilka ciekawych zdjęć. Węże mają zwyczaj okresowego zrzucania starego naskórka. Taki proces nazywa się wylinką. Jest poprzedzony wyraźnym zmętnieniem oczu, potem pęka skóra na powierzchni głowy. Kolory skóry gada są „wyblaknięte” i wąż zachowuje się tak ,jak gdyby skóra bardzo go swędziała. Ociera się o różne wystające przedmioty i wreszcie, gdy zahaczy naskórkiem głowy o jakąś gałązkę – ściąga z siebie „jak pończochę”, cały stary naskórek, który po wyschnięciu przypomina szeleszczący, foliowy rękaw. Po procesie linienia, wąż ma żywe, jaskrawe kolory i jest nadzwyczaj fotogeniczny! Pełzając, podnosi często przednią część ciała do góry, zwiększając w ten sposób pole widzenia. W terenach leśnych i na podmokłych łąkach, dość często spotyka się zaskrońce, polujące w wykopanych tam rowach melioracyjnych o dość stromych ścianach.



Żaby, które tam wpadły –nie mogą się samodzielnie wydostać- a wąż bez problemu wchodzi i wychodzi z tej pułapki. Pokarm ma więc podany „na talerzu”. Fotograf przyrodnik, położywszy się na brzegu takiego rowu, ma prawdziwą „ucztę dla oczu”, bo wąż posila się (w sposób niezwykle malowniczy), przed obiektywem jego aparatu fotograficznego. A potem cieszy się zdjęciami, bo każde z nich –to materiał na oddzielne opowiadanie....