Młodzi adepci fotografii często zadają mi pytanie ,co zrobić , by zwiększyć prawdopodobieństwo wykonania udanych zdjęć ptaków w terenie. Postanowiłem zdradzić kilka swoich wypróbowanych sposobów. Po pierwsze ( tak jak u wędkarzy) – stosuję nęcenie pokarmem ptaków w określonych miejscach i porach. Określonych - to znaczy - w pobliżu moich stacjonarnych kryjówek. Ponieważ zwierzęta i ptaki żerują we wczesnych godzinach rannych i przedwieczornych (a ja pracuję)  wybrałem godziny od  18 do 21 w zależności od pory roku ( światło!). Dla drapieżników wykładam w określonym miejscu „porcje rosołowe” 2-3 razy w tygodniu. Zawsze w tym samym miejscu. W momencie wyłożenia mięsa, na pobliskim, wysokim krzaku umieszczam żółtą wstążkę widoczną z daleka. I zasiadam w kryjówce. Po 2-3 miesiącach takiego nęcenia , na widok wstążki ,w ciągu kilkudziesięciu minut pojawia się lis, jenot, przylatuje jastrząb ,czasem myszołów lub mniejszy od nich krogulec. A cały czas w sezonie te miejsca patrolują błotniaki stawowe. Często wraz z mięsem wykładam grona jarzębiny, stosiki żołędzi i głowy słonecznika. Ciągną do nich sójki, sroki, kwiczoły i całe mnóstwo ptaków wróblowatych. Po zjedzeniu przez drapieżniki (zarówno chodzące jak i latające)  mięsa , gdy oddalą się , następną porcję (w to samo miejsce) podciągam przy pomocy żyłki wędkarskiej ( bo nie mogę przecież wyjść z ukrycia). Ruch wokół tego terenu ściąga z okolicy ptaki, które z natury są ciekawskie a poza tym - wiecznie głodne. Zimą , w pobliżu czatowni wieszam kawałki słoniny i tłuszczowe kule dla ptaków z zatopionym ziarnem. Cały okres jesieni poświęcam na gromadzenie zapasów dla moich skrzydlatych przyjaciół. Ponieważ miejsca w których wykładam pokarm ( i mam kryjówki) są dość odosobnione, ludzie nie straszą i nie niepokoją ptasiej czeladzi. A ja mogę spokojnie robić zdjęcia . Podam sposób obserwacji ptaków , ustalający lokalizację stacjonarnych kryjówek, przed ich budową. Najpierw trzeba przy pomocy lornetki określić, gdzie w danym terenie są miejsca , chętnie odwiedzane przez ptaki. Są to z reguły śródpolne oczka wodne, trzcinowiska z kępami krzaków i drzew, miejsca zarośnięte krzewami i drzewami na skraju pól uprawnych lub wysunięte skraje lasu z widokiem na szerokie przestrzenie. W tej okolicy należy zbudować tak zwaną kryjówkę obserwacyjną, która służy do namierzania „punktowych” miejsc, w których najczęściej siadają i przebywają różne ptaki. Dopiero po ustaleniu tych miejsc- bezpośrednio w ich pobliżu , buduje się kryjówkę  fotograficzną. Jej kamuflaż musi być uniwersalny we wszystkich porach roku. Osiągam to w ten sposób: kryjówka jest wkomponowana między krzewy i drzewa tak, by w okresie wiosennym i letnim ,można było nad nią związać linką żywe gałęzie( nie więdnące ) .Przednią i górną ścianę czatowni tworzy wojskowa siatka maskująca z tworzywa sztucznego, w oczka której wplatam długie ,ulistnione gałązki w różnych kierunkach. Po wyschnięciu, tworzą one stabilne usztywnienie siatki, dając w efekcie cienką, nieprzezroczystą  ściankę z wyschniętych liści i plątaniny gałązek. Dół siatki ( przy pomocy drewnianych kołków) jest stabilnie unieruchomiony przy ziemi. W przedniej części siatki  jest wycięta pionowa, podłużna szczelina, służąca do wysuwania w kierunku ptaków ( też zamaskowanej ) końcówki obiektywu. Górna część kryjówki (przymaskowana związanymi gałęziami) jest pokryta folią i ma spad ku tyłowi, by deszcz i śnieg nie zawalił dachu czatowni. Połączenie przedniej i górnej ścianki jest dodatkowo wzmocnione poprzeczną  listwą drewnianą , z boku ustawioną  na dwóch wspornikach. Całość jest ustabilizowana odciągami z linek, poprzywiązywanych do sąsiadujących drzew i krzewów. Doświadczalnie (dla mojego wzrostu) ustaliłem ,że wysokość wnętrza nie może być mniejsza niż półtora metra. W kryjówce powinien się zmieścić  rozłożony statyw z zamontowanym na nim teleobiektywem i aparatem fotograficznym oraz fotograf go obsługujący ,siedzący na składanym krzesełku, wyścielonym miękką poduszką (wiele godzin bezruchu!).Obok, powinno być trochę miejsca na plecak (nie może być w jaskrawych kolorach!). Plecak powinien stać na drewnianym podeście , żeby  nie przemakał od wilgotnej ziemi. W nim powinien się znaleźć obowiązkowo nietłukący termos z gorącym napojem (ja preferuję słabą kawę), opatrunek osobisty, kawałki siatki maskującej i sznurka - do napraw naszej kryjówki. O nożu nie wspominam ,gdyż ma on nam towarzyszyć stale!!! Zapas filmów lub kart pamięci przy sprzęcie cyfrowym oraz  akumulatorki zapasowe nosimy z reguły w torbach fotograficznych -powinny się więc znajdować w zasięgu ręki .Na teleobiektywie i aparacie fotograficznym ,obowiązkowo musi być założony pokrowiec ,tłumiący dźwięk silnika i trzask migawki. Znajdujemy się przecież w bezpośredniej bliskości czujnych  ptaków  (5-10m). Nasze ubranie nie może szeleścić i w ogóle nie powinno być słychać żadnych dźwięków z naszej czatowni. W wypadku ptaków drapieżnych , bardzo pomocne są wabiki z futerek, naśladujące małe gryzonie. W jaki sposób z ich pomocą  ściągam uwagę ptasich drapieżników? Otóż wykonuję z żyłki wędkarskiej pętlę ( po rozciągnięciu ok. 10 m długości).Jedna końcówka pętli jest zamontowana wewnątrz  czatowni (wokół drzewa) a druga końcówka w miejscu wyłożenia mięsa , wokół palika wbitego w ziemię .Pętla jest tak naciągnięta ,żeby można było żyłkę przesuwać do przodu i do tyłu .W miejscu związania żyłki, jest za metalowe kółko od kluczy ,przymocowana sztuczna mysz, którą mogę poruszać do przodu i tyłu ( z kryjówki) pociągając za żyłkę. Mysz porusza się wtedy od mojej kryjówki do wbitego za  wyłożonym mięsem palika. Oczywiście poruszam nią tak, by nie „wyszła” ze strefy ostrości mojego (spoczywającego na statywie) teleobiektywu. Ostrość nastawiam zawsze na wyłożone mięso. Z zewnątrz wygląda to tak, jakby gryzoń buszował wokół znalezionej przynęty. Drapieżne ptaki są bardzo wyczulone na ruch , dodatkowo ich uwagę ściąga błyszczące kółko przy nosie myszy (wyglądające tak, jakby gryzoń niósł je w pyszczku). Po ataku z powietrza na futerkową przynętę i stwierdzeniu ,że nie nadaje się ona do zjedzenia, drapieżnik zwykle zajmuje się wyłożonym obok mięsem. A ja z bliskiej odległości mogę mu wykonać serię zdjęć po której zwykle odlatuje, unosząc ze sobą porcję rosołową. Ja wykładam następną i po mniej więcej godzinie sytuacja się powtarza.  Za każdym razem ,gdy wykładam nową porcję mięsa, zmieniam futerkową przynętę. Ma ona inny kolor, wielkość  i inny rodzaj futerka. Stąd drapieżniki (wykonując atak) za każdym razem widzą inną zdobycz – ale zjadają wyłożone dla nich mięsiwo... Ta sama sytuacja występuje zimą ale w tym okresie sytuację zdjęciową komplikuje fakt, że ptaki obserwują tropy na śniegu. Nie może więc być łączności śladów naszych stóp z przynętą i naszą kryjówką . Drapieżnik szybko nas namierzy z powietrza i będziemy marznąć nadaremno. Tę trudność omijam w ten sposób ,że wydeptuję w śniegu dwie równoległe ścieżki a pas między czatownią a przynętą jest nienaruszony. Obie dróżki łączą się kilkadziesiąt metrów dalej ,tworząc koło ,po którym drapieżnik nie jest w stanie się zorientować ,w którą stronę i kiedy , przechodził tędy człowiek. Mam nadzieję że te luźne uwagi  pomogą Państwu choć trochę w fotografowaniu  ptaków w ich środowisku naturalnym. 

Galeria Wabiki