Na początku kwietnia wybrałem się z żoną i córką na wycieczkę i spacer w rejon starej (nieczynnej już) żwirowni.



Jej dno było porośnięte dość gęstą, zeschniętą jeszcze trawą a wszystkie zagłębienia gruntu- wypełnione pośniegową wodą. Zalana trawa i badyle, stworzyła w oczkach wodnych prawdziwe podwodne „dżungle”, stanowiące istny raj dla żab i innych płazów w tym okresie.



Wszechobecne kłęby skrzeku, były tego prawdziwym dowodem...Ale ja chciałem pokazać rodzinie traszki- nasze ogoniaste płazy krajowe. Stanęliśmy nad jedną z głębszych kałuż. „-A teraz, moje drogie, przypatrujcie się uważnie powierzchni wody-„



Po 2 –3 minutach obserwacji, w mętnej wodzie coś się zakotłowało i na powierzchni, na krótką chwilę, pojawił się mały pyszczek, który złapał haust powietrza i zniknął pod wodą. Towarzyszyło temu dość głośne chlupnięcie.


Pod lustrem wody pojawiły się wrzecionowate kształty z długimi ,kolorowymi ogonami. Ochrzciłem je kiedyś nazwą „podwodne smoki”, bo z bliska przypominały jakieś tropikalne legwany.



Pływały dostojnie pod wodą, wynurzając głowę tylko na moment, by zaczerpnąć oddech i ponownie nurkowały. –„Tata, ale ja chcę je obejrzeć z bliska!”- Odczekałem na moment, by w pobliżu (pod powierzchnią wody) pojawiła się traszka.



 chwili, gdy wynurzyła głowę, by nabrać powietrza, przy pomocy podbieraka wędkarskiego (bardzo delikatnie)–wyjąłem ją z wody. Na powietrzu wyglądała jak barwna, galaretowata jaszczurka. Była nieduża - około 10 cm, smukła i wiotka.



Ale po wpuszczeniu jej do słoja z wodą! Zamieniła się w przepięknego, kolorowego smoka! Moje dziewczyny były zachwycone! -„Tata i to jest płaz – taki sam jak żaba"?!



–„Tak, to samiec naszej traszki zwyczajnej w ubarwieniu godowym. Samica jest nieco mniejsza, mniej barwna i nie posiada kolorowego grzebienia na grzbiecie i ogonie. Ale popatrzcie tutaj! Płynie do nas samiec traszki grzebieniastej!



„- Podbierak znów poszedł w ruch i po chwili w słoju pojawiła się znacznie większa i ciemniejsza traszka grzebieniasta z jaskrawo- pomarańczowym brzuchem i wyraźną przerwą między grzebieniem ogonowym a grzbietowym.



Ta właśnie cecha odróżnia ją od traszki zwyczajnej, bowiem wielkość i zmienność ubarwienia jest u obu gatunków dość duża. Nasza traszka grzebieniasta miała około 15 cm długości i był to piękny, wyrośnięty samiec w szacie godowej.



Złowiłem jeszcze po jednej samicy z obu gatunków i można było rozpocząć zdjęcia w terenie. Córka przyniosła z bagażnika samochodu małe akwarium, na dno którego nasypaliśmy (przywiezionego ze sobą) piasku.



Po nalaniu wody (przywiezionej ze sobą, odstanej „kranówy”), przy pomocy kamyków na dnie zamontowałem kilka roślin wodnych tak, żeby nie było widać tylnych narożników akwarium. Następnie tylną i przednią szybkę wytarłem do sucha a szklany pojemnik ustawiłem w takiej pozycji do słońca- aby światło padało z góry i z boku- oświetlając wnętrze ale nie odbijając się w przedniej szybce. Obiektyw standardowy w aparacie fotograficznym, nastawiony na najmniejszą możliwą odległość- zupełnie wystarczył.



Do zbliżeń zaś, zakładałem pierścienie pośrednie między obiektyw a aparat. Czasem doświetlałem z boku (od strony przeciwnej- niż słońce) scenę lampą błyskową, zsynchronizowaną z aparatem przy pomocy kabelka.



Traszki, zarówno jednego jak i drugiego gatunku, pozowały z wielką cierpliwością. Po zdjęciach, natychmiast wypuściliśmy je do ich naturalnych zbiorników wodnych- aby dalej mogły odbywać swe gody. Potem już w domu,



po wywołaniu i wstępnym zeskanowaniu filmów- omawialiśmy błędy, powstałe przy fotografowaniu płazów w ten sposób. Jednym z największych problemów, okazało się zanieczyszczenie wody, mnóstwem brudków organicznych, które przy bocznym, silnym oświetleniu –dawało efekt śnieżycy,



dyskwalifikujący technicznie mnóstwo fajnych ujęć. Postanowiłem więc zawsze wozić ze sobą karnistry z czystą wodą i miskę, w której (wstępnie) będę mógł przepłukać rośliny wodne- aby usunąć z nich zewnętrzne zanieczyszczenia. Wtedy jest szansa, by w urządzonym naprędce akwarium, woda była jak najczystsza, przed wpuszczeniem „modeli”.



Kłopot też stanowiły drobne pęcherzyki powietrza, osadzające się na wewnętrznych ściankach akwarium i również skutecznie rozmazujące obraz. Doświadczalnie ustaliłem, że najlepiej usuwać je pędzelkiem na długiej rączce, mniej więcej co 10 minut.



Zauważyłem również, że pęcherzyków jest mniej – gdy woda jest zimniejsza. Same płazy też dość silnie (po pewnym czasie) zanieczyszczają wodę swymi odchodami i śluzowatą wydzieliną skóry. Po wpuszczeniu ich do akwarium, można spokojnie fotografować tylko około godziny.



Potem, należałoby wymienić wodę na czystą. Następna uwaga- woda z kałuży, mimo że wydaje się być czysta,



zawiera w sobie mnóstwo półprzezroczystych organizmów (dafnie, rozwielitki ,pierwotniaki itp.), które w ostrym, bocznym świetle –dają efekt „zupy”. Dlatego z całą mocą podkreślam, że woda,



odstana „kranówa” –jest najlepszym środowiskiem optycznym do zdjęć akwaryjnych w terenie. Z tym też wiąże się sposób wpuszczania „modeli„ do wcześniej przygotowanego, szklanego atelier.



Wyławiamy „modela” sitkiem kuchennym z drobnymi oczkami (lub siatką akwaryjną). Opłukujemy go delikatnie „kranówą” i dopiero wtedy-względnie czystego- możemy go wpuścić do akwarium.



Tę technikę fotografowania w terenie sprawdzałem przez kilka sezonów. Efekt końcowy możecie Państwo ocenić na zdjęciach. Po tych uwagach, życzę Koleżankom i Kolegom podobnych (i lepszych) rezultatów...


A potem, będziemy razem z rodziną i znajomymi ,wspominać spotkania z Podwodnymi Smokami...