Klejnoty łąk i pól- motyle.

 

W okresie letnim, podczas wędrówek polami i lasami, napotykam i fotografuję piękne owady, które są klejnotami naszej przyrody.

 

To motyle. Nauka zna ich około 200 tysięcy gatunków. Występują we wszystkich rejonach świata, z wyjątkiem rejonów zimnych w bezpośrednim sąsiedztwie bieguna południowego i północnego.

 

Rząd owadów Lepidoptera, czyli motyle dzienne oraz ćmy (czyli motyle nocne) znany jest od 100milionów lat. Przystosowanie ich do życia we współczesnym świecie, kompensuje skomplikowany cykl rozrodczy, w którym na każdym etapie czyhają zagrożenia. Te etapy to jajo, larwa zwana gąsienicą, poczwarka i osobnik dorosły.



Utarło się stwierdzenie, że motylem jest jaskrawo ubarwiony owad, latający w ciągu dnia ,natomiast ćmą –owad aktywny nocą. Ale naprawdę do przynależności do jednej z grup decyduje kształt i budowa czułków. Motyle mają czułki maczugowate (długie, pogrubione na końcach) ćmy- ostro zakończone, lub pierzaste, z reguły cienkie.



Motyle odpoczywają ze skrzydłami złożonymi pionowo nad grzbietem, ćmy zaś z rozłożonymi płasko albo opuszczonymi. Prawdą jest, że motyle są aktywne za dnia ale też występuje wiele gatunków aktywnych nocą i odwrotnie

 

Barwa i jaskrawość ubarwienia może być myląca, bowiem ćmy, które kojarzymy z brązowymi,włochatymi stworzeniami, mają wiele kolorowych gatunków.

 

 

Ich liczebna przewaga jest przytłaczająca. Znanych jest około 15 tysięcy gatunków motyli i ponad 150 tysięcy gatunków ciem. Wszystkie żywią się nektarem: słodką cieczą produkowaną przez większość kwiatów.



Kwiaty wabią te owady, wydzielając silny zapach. Czułki na czubku głowy są narządami węchu. Dzięki nim motyle i ćmy wykrywają nawet śladowe ilości substancji zapachowych w powietrzu. Podążając tropem wzrastającego stężenia substancji zapachowych, owady odnajdują źródło emisji zapachu.Nagrodą jest słodki nektar, lub nie mniej słodkie spotkanie z samicą, gotową do rozrodu...

 


Motyle i ćmy wytwarzają na powierzchni skrzydeł łuseczki zapachowe,które są przez system specjalnych miotełek (znajdujących się na brzegach segmentów skrzydeł) rozrzucane w powietrzu i unoszone przez wiatr, nieraz setki kilometrów.


Łacińska, naukowa nazwa Lepidoptera oznacza „łuskoskrzydłe” co możemy potwierdzić łapiąc motyla w rękę. Na palcach pozostaje wtedy mieniący się pyłek, malutkie łuski, które odpadły ze skrzydeł owada.

 


Łuski są w rzeczywistości spłaszczonymi i prążkowanymi kruchymi włoskami. Ich osadzenie na skrzydłach przypomina ułożoną dachówkę. Ponieważ każda łuska jest zabarwiona, z ich kombinacji powstają wzory i barwy na skrzydłach ciem i motyli.


Cechą charakterystyczną motyli dziennych jest duża powierzchnia skrzydeł w porównaniu do masy ich ciała. Wiąże się z tym stosunkowo mała liczba uderzeń skrzydłami na minutę, która wynosi zaledwie kilkaset.



Motyl Paź Królowej na przykład porusza skrzydłami około 300 razy na minutę. Motyle nocne mają cięższą budowę ciała co stwarza konieczność znacznie szybszego poruszania skrzydłami w czasie lotu, tak że czasami nie widać skrzydełek. Rekordzista - Fruczak Gołąbek porusza w czasie lotu skrzydłami 5000 razy na minutę. Samiczki, mające odwłoki pełne jaj, i przez to cięższe od odwłoków samców, dla lepszej lotności mają szersze przednie skrzydła.

 


Na powierzchni skrzydeł, każdy wzór ubarwienia jest biologicznie uzasadniony, bowiem służy do rozpoznania partnera swego gatunku.

 


Pełni też funkcję maskującą i odstraszającą, Mimetyzm, czyli upodabnianie się owada do otoczenia w którym przebywa powoduje, że czasem siedzący motyl przypomina liść, kawałek kory lub ptasie odchody. Innym sposobem ochrony biernej, przed drapieżnikami są jaskrawe kolory, charakterystyczne dla owadów niejadalnych.

 


Jaskrawoczerwone ubarwienie informuje ewentualnego agresora „jestem trujący!”. Toksyny w ciałach motyli często pozostają po okresie larwalnym, gdy młoda gąsienica żerowała na trujących roślinach. Ptak, raz przykro doświadczony, nigdy już nie ruszy owada tego typu lub o podobnym zabarwieniu.



Mimikra Batesa to zjawisko, gdy nietrujące owady przyjmują zabarwienie trujących. U wielu gatunków ciem i motyli występują na skrzydłach barwne, okrągłe plamy, przypominające oczy. Gdy owad siedzi spokojnie, nie są widoczne. W chwili zagrożenia, nagle rozkłada skrzydła.



Widok kolorowych „oczu” odstrasza napastnika, przekonanego, że zaatakował jakieś większe zwierzę. Ćma lub motyl wykorzystuje ten moment wahania do ucieczki. Motyle i ćmy nie żądlą i nie gryzą, więc obrona bierna jest ich sposobem na bezpieczną egzystencję. Cała budowa owada jest podporządkowana pobieraniu pokarmu i zapewnieniu ciągłości gatunku. Ćmy i motyle żywią się nektarem.

 


Kwiat wytwarza go u nasady słupków i pręcików, więc w dość trudnym do spenetrowania miejscu. Wobec tego, owady nim się żywiące, w procesie przystosowania, wytworzyły długą ssawkowatą rurkę,



którą wysysają nektar z niedostępnych zakamarków kwiatu. Już lądując i stąpając po płatkach kwiatu wiedzą, czy nektar będzie im smakował (gusta bowiem bywają różne...).



Skąd wiedzą? Po prostu –w stopach mają narząd smaku !Dzięki niemu „smakują rośliny, na których stoją. Rurkowata trąbka do pobierania pokarmu, jest normalnie spiralnie zwinięta, żeby nie przeszkadzała w poruszaniu się. Motyl lub ćma rozwija ją dopiero bezpośrednio przed konsumpcją.



Narządy rozrodcze, znajdują się w tylnej części ciała.



Podczas kopulacji samiec i samica są ustawieni do siebie tyłem( i złączeni...)- taki widok jest powodem opowieści o dwugłowych motylkach... Po kopulacji samice składają jaja (jedno lub więcej) na ściśle określonym gatunku rośliny. Jeżeli samica wybierze miejsce nieodpowiednie, to gąsienice (słabo mobilne) nie będą miały zagwarantowanego pożywienia i zginą.



Dlatego gatunki, których gąsienice są mało wybredne, składają jaja w locie, rozrzucając je na różne rośliny. Wtedy przynajmniej część ma szansę na przeżycie. Z jaj wykluwają się larwy, których ciało składa się z chitynowych pierścieni.


Zadanie gąsienicy jest bardzo proste:” Jeść i nie dać się zjeść”. Po wylęgu larwa od razu zaczyna żerować. Ponieważ jest mała i z reguły zielonego koloru, czyni to bez przeszkód w pierwszym okresie swego życia. Pochłania olbrzymie ilości pokarmu, który musi pokryć zapotrzebowanie energetyczne, dla dwóch następnych form owada. Ale stale rośnie i potrzebuje coraz to większych ilości pokarmu. Dopiero ,kiedy całkowicie ogołoci swą roślinę z liści, zmuszona zostaje do wędrówek w poszukiwaniu pokarmu.



I dopiero wtedy zaczyna walczyć o życie. Temu służą rozwinięte zmysły obronne, barwa, trucizny magazynowane w ciele a pobierane z roślin na których żeruje. Czyhają na nią setki wrogów – od ptaków zaczynając a na pasożytach kończąc.



Ciało gąsienicy składa się z głowy, na której widnieje 6 par tak zwanych przyoczek, reagujących na ruch w otoczeniu oraz silnych żuwaczek pozwalających gryźć pokarm.



Gąsienice poza trzema parami nóg, na tułowiu mają 4 pary tzw posuwek (czyli czepnych wyrostków skóry) jedną parę chwytników odbytowych. Posuwki służą do przemieszczania się,



natomiast 3 pary nóg właściwych – do przytrzymywania pokarmu w czasie jedzenia. Gąsienica rośnie przez linienie, czyli 4 –5 razy zrzuca skórę, która jest zbudowana z nierozciągliwej chityny (każda nowa jest o rozmiar większa). Po ostatnim linieniu z gąsienicy tworzy się poczwarka. Jest to najmniej ruchliwe stadium rozwoju ,bowiem przypomina chitynową mumię a raczej sarkofag ,wewnątrz którego dojrzewa ciało dorosłego owada. Tuż przed wykluciem, skóra poczwarki przestaje przylegać do ciała motyla. Pokrywa poczwarki pęka i wydobywa się z niej dorosła postać motyla.



Motyl po wykluciu wchodzi na najbliższą roślinę, zajmuje pozycję wiszącą, by móc napompować wiotkie i miękkie (zbudowane z cienkiej błonki), małe, „pomięte” skrzydła.



Błonka ta jest rozpięta na chitynowych, dość regularnie rozłożonych żyłkach. Mają one kształt rureczek, pozbawionych wylotów na krawędziach skrzydeł a połączonych otworami z tułowiem.



Przez nie motyl wprowadza pod ciśnieniem krew do żyłek i wtedy skrzydełka zaczynają się rozciągać. Na ich krawędzi i powierzchniach pojawiają się wypukłości, które szybko pęcznieją i po kilkunastu minutach wyrównują się całkowicie. Po rozprostowaniu, skrzydła zwisają bezwładnie do chwili całkowitego ich wyschnięcia i stwardnienia chitynowej błonki i żyłek. Po upływie kilku godzin, motyl zdolny jest do lotu.



Dzięki skrzydłom motyle osiągają znaczne szybkości lotu, wynoszące u niektórych gatunków nawet 50 kilometrów na godzinę. Duża szybkość lotu przydaje się podczas poszukiwania pokarmu, pod postacią nektaru kwiatów, soku z uszkodzonych drzew i opadłych owoców, czy wody z kałuż lub wilgotnej ziemi. Żeby efektywnie fotografować motyle musiałem opracować pewien schemat działania. Jeżdżąc na rowerze po okolicy, mniej więcej ”opracowuję” teren fotograficznych łowów. Wyznaczam na mapie miejsca w których występują poszczególne gatunki i godziny, w których najkorzystniej je fotografować.



Chodzi o to, żeby motyle były dostępne w pełnym słońcu. Łuseczki i pyłek pokrywający ich skrzydła, mienią się wtedy, w zależności od kąta ustawienia aparatu względem motyla.



Niektóre motyle leśne występują na małych polankach wśród drzew więc słońce oświetla je stosunkowo krótko. Nieco inaczej sprawa wygląda na rozległych łąkach i w słabo zadrzewionych ogrodach. Tam można ganiać z aparatem fotograficznym ” do bólu”.



W zeszłym roku zorientowałem się, że najkrócej pojawiają się w mojej okolicy Pazie Królowej (ale za to masowo !). Latają i pożywiają się nad łąkami-ale odpoczywają i nocują w zbożu, w odległości metra-półtora od skraju łanu. Wśród kłosów widocznie czują się bezpiecznie.



Bywało, że w jednym miejscu siedziało 15-20 sztuk a były tak spokojne, że moja żona z odległości 1m fotografowała je kompaktem!


Pazie Królowej upatrzyły sobie niebieskie, wełniste kwiaty, rosnące na piaszczystych łąkach. Pijąc nektar, tak były sobą zajęte, że nie zwracały zupełnie uwagi na fotografa (o ile jego cień nie przesłonił słońca)



Mało tego, pozwalały sobie trawką rozsunąć skrzydła aby uwidocznić dwie czerwone ” królewskie” plamy. Dotychczas nie wierzyłem w takie opowieści-ale daję słowo honoru- to prawda. Na samego pazia królowej ”wywaliłem” 4 rolki filmu-a następnego dnia-następne 4. Jak się potem okazało, ciekawe było tylko ok. 10% zdjęć. A wspaniałe tylko kilka. To pokazuje skalę trudności przy fotografowaniu z ”podchodu”.



Najbardziej w takich przypadkach jest użyteczny monopod. Aparat stabilnie leży w ręku a wszelkie drgania są skuteczne wytłumione. Ponieważ motyle są obiektami względnie dużymi, możliwe jest stosowanie krótkich czasów naświetlania przy umiarkowanym przysłonięciu obiektywu (przesłony 5,6-11 ) .

Jako amator, preferuję negatywy, z których powstają wystawy i prace konkursowe. Fuji Superia 200 i 400 to moje ukochane negatywy, które jak dotychczas – nigdy mnie nie zawiodły. Wykonuję powiększenia z nich nawet 30x40 cm bez widocznej utraty jakości obrazu. Dopiero wtedy widać-jak rysują obiektywy Nikkora: 35-105, 70-210, 70-300 i Mikro-Nikkor 60/2,8 z 2x teleconverterem. Próby wabienia motyli z reguły się nie powiodą, chyba że dysponujemy wspaniałym ogrodem z pięknie pachnącymi i kolorowymi kwiatami... Przydaje się też motor w moim F-90X i system ciągłego śledzenia ostrości. Z serii zdjęć, przynajmniej jedno spełnia wymagania artystyczne i przyrodnicze. Dość często stosuję też ”pułapkę ostrości” po zamontowaniu uzupełniającej ścianki tylnej w aparacie. Wystarczy tylko wolny najazd na motyla-a aparat wykonuje całą serię zdjęć, gdy owad ” przejedzie” przez zadaną strefę ostrości. Nigdy do końca nie jestem pewien, czy na zdjęciu korzystniej będzie wyglądał motyl z ostrą głową, tułowiem czy skrzydłami. I czy korzystniej będzie, gdy skrzydła są rozłożone, czy odwrotnie. Oceny dokonuję, dysponując już odbitkami.



Nieco gorzej sprawa przedstawia się z fotografowaniem motyli nocnych i ciem. Tu jesteśmy skazani na lampy błyskowe i zwabienie owadów w naszą okolicę przy pomocy światła. Mam stary, wypróbowany sposób, który podpatrzyłem u entomologów. Na ramce drewnianej rozpinam białe prześcieradło, za którym umieszczam silną lampę. Nie wiem dlaczego ale najsilniej owady nocne latające, zwabia światło namiotowej bateryjnej jarzeniówki. Lecąc w kierunku blasku, owady wpadają na płachtę i albo na niej siadają, albo spadają w dół, gdzie czyham z nastawionym aparatem. W ten sposób spotkałem się po raz pierwszy z jelonkiem rogaczem, chrabąszczem majowym i czerwcowym oraz plamistym wałkarzem lipczykiem. Po upadku, są one trochę oszołomione-więc mamy kilka minut na spokojne ich uwiecznienie. Korzystam tu z 3 lamp błyskowych i prześcieradła, które od razu służy jako ekran rozpraszający (odbite od niego światło błyskowe, znakomicie rozświetla cienie). Jedną z lamp, jest pierścieniowa, na obiektywie. Druga na pryzmacie, skierowana do góry z ekranem rozpraszającym z metalizowanej folii, ustawionej pod kątem 45 stopni. 3 lampa oświetla tło i daje kontrowe światło, podkreślając puszystość niektórych „ modeli”. Trzeba tylko uważać, żeby światło tylne nie podświetlało z dołu motyli-bowiem zasadniczo zmienia się ich barwa-a wtedy nie mamy na zdjęciu prawdy przyrodniczej- co dla mnie jest bardzo ważne. Entomolodzy pod prześcieradło czasem podstawiają miskę z wodą, wtedy owad lekko zamoczony potrafi i godzinę pozować do zdjęcia.



Dotyczy to szczególnie żuków a i motyle w bezruchu, z rozpostartymi skrzydłami, pozostają bardzo długo. Po wyłowieniu gałązką, można potem nimi swobodnie manewrować aby efekt na zdjęciu był jak najkorzystniejszy. Do unieruchomienia takiej gałązki, używam kuli z plasteliny na drewnianym kiju. Zapewnia mi to swobodny dostęp lamp błyskowych do modela i jak najkorzystniejsze go oświetlenie (szczególnie przy większych skalach odwzorowania). Drewniany kij od szczotki, umieszczony z tyłu, służy do przymocowania różnokolorowych kartonów, dających neutralne (lub nie) tło. Efekt końcowy jest zaskakująco dobry, więc gorąco polecam wszystkim, ten sposób fotografowania. A gdy nie mamy zupełnie już cierpliwości – to udajemy się do najbliższego motylarium (ja z żoną byłem w Poznaniu). Tam w przestronnym, gorącym i dusznym pomieszczeniu



(naśladującym warunki tropikalne) mamy piękne kolorowe ,żywe motyle - podane „na tacy”. Przylatują same do nas (a raczej do wyłożonych słodkich bananów, którymi się żywią). A my –tylko musimy je sfotografować. Tego typu wprawki potraktujmy jako trening przed prawdziwą wyprawą na motyle, do lasu, na pola i łąki....



A szczególnie, gdy będzie Wam towarzyszyć w takich wyprawach Kochana Osoba...