Dziś chciałbym Państwu zaproponować fotografowanie grupy organizmów żywych, które nie są ani rośliną ani zwierzęciem.



A napotykamy je na każdym kroku. To grzyby – istoty odpowiedzialne za rozkład substancji organicznych do prostych związków, przyswajalnych przez rośliny.



Bez grzybów, nie funkcjonowałby proces obiegu materii w przyrodzie. Stanowią one służbę sanitarną Matki Natury, która rozkłada martwe tkanki roślin i zwierząt.



Pozwala pozyskanym w ten sposób składnikom przejść ponownie do Wielkiego Obiegu Życia. Najczęściej, myśląc o grzybach, kojarzymy z nimi tylko te jadalne i trujące, rosnące w lasach.



A przecież grzyby – to przede wszystkim pleśnie i huby (grzyby żagwiowate) – ogromna grupa organizmów rozkładająca drewno. To one właśnie, są odpowiedzialne za rozłożenie w czasie jesieni, zimy i wiosny,



olbrzymiej biomasy opadłych z drzew liści i zamiana tego w próchnicę. A z niej – już bez trudu, rośliny przyjmą składniki mineralne do budowy swoich ciał. O każdej porze dnia i nocy , fotograf ma dostęp do tych organizmów – i to w każdym miejscu! Wystarczy pozostawić na dzień – dwa słoik z resztkami powideł,



czy położyć w wilgotnym miejscu kawałek chleba lub sera. Po kilkunastu godzinach, pokryje się różnokolorowym nalotem a później mchem pleśni- nadającej się do uwiecznienia. Osobiście polecam powidła, przecier pomidorowy i gęste soki warzywne, ponieważ podłoże, na którym rośnie pleśń – stanowi znakomite barwne tło,



kontrastujące z tematem naszych zmagań. A w parku czy lesie? Każde drzewo, każdy pieniek czy spróchniała gałąź - są pokryte różnego gatunku grzybami.



Raz są to śluzowce ( z daleka przypominające rozchlapaną kolorową farbę), składające się z milionów „ziarenek”, mających zdolność poruszania się w kierunku miejsc ,oświetlonych przez słońce. Ich kolonie więc mają kształt „szczelin” słonecznych na leśnym poszyciu.



Huby są wszystkim znane. Mają najróżniejsze kształty i kolory. Rosną na żywych (zranionych) lub martwych drzewach.



Są atrakcyjnym tematem fotograficznym , zarówno latem jak i zimą. Problem polega tylko na ich umiejętnym sfotografowaniu. Ja osobiście preferuję dni pogodne z lekkim zachmurzeniem.



Taka pogoda zapewnia oświetlenie bezcieniowe fotografowanych motywów. Zastane światło sprawdzam w prosty sposób – obserwując swój własny cień.



Jeżeli jest tylko lekko zaznaczony- warunki do fotografowania są idealne. Unikam natomiast sytuacji zdjęciowych przy bezchmurnym niebie,



gdzie słońce przy bezpośrednim oświetleniu motywu daje smolisto - czarne cienie i nadmierny kontrast, wymagający albo „dopalenia„ czyli błyśnięcia lampą błyskową



(rozjaśniamy wtedy szczegóły w cieniach) albo zastosowania rozpraszacza światła. Ja, noszę przy sobie płat gazy (może być kawałek gęstej firany), który rozpięty na dwóch kijach nad fotografowanym obiektem



daje miękkie oświetlenie, niwelujące kontrasty i uwypuklające fakturę fotografowanego grzyba. Oczywiście od każdej reguły są wyjątki, więc też zdarza mi się fotografować w słońcu.



Ale z reguły o świcie (różowa dominanta barwna) lub o zachodzie słońca (złocisty zafarb uzyskanych zdjęć). Grzyby mają tę super cechę, że nam nie uciekną. Są nieruchome i można do nich podejść o każdej porze dnia i nocy.



Ich problemem jest tylko wielkość i miejsca, w których rosną. Raczej musimy tu mówić o makrofotografii. Rozproszone światło – to z reguły za mało światła (przy odpowiedniej głębi ostrości



czyli odpowiednio przymkniętej przysłonie )Niezbędny więc staje się statyw –ale i z nim jest problem, gdy grzyby rosną na ziemi lub nisko nad nią. Fotografujemy wtedy z góry, lub musimy aparat fotograficzny umieścić nisko nad ziemią.



Ja – stosuję woreczek ze skai, wypełniony luźno grochem. Po ułożeniu go na ziemi i „umoszczeniu” w nim aparatu fotograficznego-otrzymuję stabilną namiastkę statywu tuż nad ziemią. Zdjęcie wtedy (w automatyce czasów do zadanej przysłony), po nastawieniu w pozycji leżącej ostrości- wykonuję przy pomocy samowyzwalacza. W makro skali grzyba- robię z reguły kilka ujęć,



z różnymi wartościami przysłon, aby stwierdzić już na zdjęciu, która głębia ostrości dla danego gatunku i wielkości grzyba jest najkorzystniejsza.


Zależy to od tła (małą głębią ostrości rozmywamy wszelkie pstrokacizny tła) lub od szczegółów anatomicznych samego obiektu.



Wniosek więc taki- łatwiej fotografuje się całe kolonie grzybów, niż pojedyncze osobniki. Rozpadająca się plecha (stanowiąca ciało grzyba) też czasami tworzy kapitalne kompozycje. Wykonując zdjęcia pojedynczym egzemplarzom,



chcemy z reguły podkreślić ich pewne cechy anatomiczne. Na przykład białe kropki (grudki) na czerwonym kapeluszu muchomora. Koralowcowy kształt „koziej brody”, śliski kapelusz maślaka czy blaszki pod kapeluszami grzybów nadrzewnych. Oczywiście nie powinno zabraknąć aksamitnego kapelusza borowika lub koźlarza. Równie atrakcyjne są purchawki. Młode – tworzą kosmate , białawe kule. Stare zaś osobniki- to otwarte pojemniki z zarodnikami, rozsiewanymi wokół przez wiatr. Skupiająca soczewka przed obiektywem, pierścienie pośrednie między obiektywem a aparatem fotograficznym lub po prostu funkcja „makro” w naszym sprzęcie do fotografowania- mogą przenieść nas w zaczarowany świat istot, które żyją obok a których tak naprawdę na co dzień nie dostrzegamy......