Pierwsze kroki w fotografii przyrodniczej...

Rozpoczynając naszą przygodę z fotografią szeroko rozumianej przyrody, chciałbym podpowiedzieć (korzystając ze swoich, prawie dwudziestoletnich doświadczeń) jakie urządzenia przydadzą się nam do tego przedsięwzięcia.



Po pierwsze: aparat fotograficzny z obiektywem (najlepiej lustrzanka jednoobiektywowa). Po drugie: lampa błyskowa (a najlepiej dwie!), która to uniezależnia nas od słabych z reguły warunków świetlnych, podczas fotografowania spotkanych zwierząt i roślin. Po trzecie: korzystnie jest posiadać statyw fotograficzny, który pozwala unieruchomić nasz aparat fotograficzny



i stosować długie czasy naświetlania( zmniejszając w ten sposób zagrożenie uzyskania poruszonego zdjęcia). Po czwarte: cały ten dobytek, powinniśmy nosić ze sobą w teren, więc wymaga on odpowiedniej torby, zabezpieczającej sprzęt przed urazami mechanicznymi, piaskiem, kurzem i wilgocią. W późniejszych częściach omówię stosowanie odmiany statywu (jakim jest monopod) i używanie osprzętu pomocniczego (samodzielnie zrobionego), który pomoże rozszerzyć nasze możliwości fotograficzne bez większych nakładów finansowych. Aparat fotograficzny zależy od stanu posiadania fotografującego.



Ja, będę się opierał na swoich doświadczeniach w obcowaniu z analogowymi lustrzankami jednoobiektywowymi, do których należą Zenit ,Praktika i cała gama nowoczesnych lustrzanek różnych firm. Jako przykładów, będę używał mechanicznego Nikona FM-2 i automatycznego Nikona F-90X. Dlaczego lustrzanka jednoobiektywowa ?



Bo w tym rodzaju aparatu fotograficznego, przez okienko wizjera, widzimy obraz, który „widzi” obiektyw naszego aparatu. Ten typ kamery, ma też (w większości) możliwość wymiany obiektywów o różnej długości ogniskowej. Duża długość ogniskowej (powyżej 100 mm), daje efekt „patrzenia przez lornetkę”



(czyli przybliżenie obserwowanego obiektu). Mała długość ogniskowej obiektywu ( poniżej 40mm), daje efekt „oddalenia" obserwowanego obiektu. Ogniskowe od 40 do ok. 100mm dają wrażenie widzenia (na zdjęciu), normalnego obrazu widzianego okiem ludzkim. Oczywiście te dane są tylko przybliżeniem a nie matematycznymi prawidłami.



W lustrzance jednoobiektywowej, przykładając szkło powiększające do „czoła” obiektywu- widzimy efekt tego działania, czyli „powiększenie”przedmiotu, który oglądamy. Pozwala to na fotografowanie małych obiektów, owadów i większości płazów i gadów.



Dostęp do dobrej jakości szkieł powiększających jest bardzo łatwy: stare, tanie, rosyjskie obiektywy. Po rozmontowaniu, dają świetnie skorygowane (z powłokami przeciwodblaskowymi) soczewki, lub układy soczewek. Po zamontowaniu ich w oprawce ze starego filtra fotograficznego, bez żadnych dodatkowych przyrządów mamy wstęp do zaczarowanego świata makrofotografii...



Ostry obraz fotografowanego obiektu „makro” powstaje w tym większej odległości od czoła obiektywu – im dłuższa jest jego ogniskowa w milimetrach. Nazywa się to odległością roboczą fotografowania. Podam przykład: przy nastawieniu obiektywu o ogniskowej 60mm na nieskończoność, z założoną przed nim soczewką skupiającą + 2,0 dioptrie, minimalna odległość robocza fotografowania wynosi około 9 cm.



Zaś dla obiektywu 200 mm (czyli krótkiego teleobiektywu), po przyłożeniu do „czoła” tej samej soczewki, ostry obraz fotografowanego przedmiotu w powiększeniu, powstaje już w odległości 21 cm! Jest to korzystniejsza sytuacja dla fotografującego, bo ma więcej miejsca na dodatkowe oświetlenie motywu, przy pomocy lampy błyskowej. Nie bez znaczenia jest też fakt, że większa odległość naszego sprzętu fotograficznego od żywych zwierząt, nie powoduje ucieczki na przykład żab, jaszczurek czy węży.

Przy odrobinie wprawy, trzymając szkło powiększające w ręce, i tylko na chwilę przykładając je do przedniej części obiektywu- mamy możliwość błyskawicznej zmiany odległości fotografowania (i skali odwzorowania obiektu),



bez zmiany ustawienia parametrów na aparacie. Ostrość ,nastawiamy wtedy przybliżeniem, lub oddaleniem się od obiektu. Podam przykład: Stosując obiektyw 300mm, najmniejsza odległość fotografowania – bez dodatkowego osprzętu- to półtora metra. Przykładając na chwilę soczewkę przed obiektyw- mogę zrobić na przykład zbliżenie głowy węża – a chwilę potem (po odsunięciu soczewki) – całą jego postać. Taki system pracy stosuję na żmijowiskach, przy fotografowaniu zaskrońców i gniewosza plamistego (czyli małych, szybkich, płochliwych modeli).

Jeżeli chcemy zrobić prawidłowo naświetlone zdjęcia makro



obiektywem standardowym (czyli będziemy mieli małą odległość roboczą fotografowania) – aby uzyskać prawidłowe oświetlenie – na „czoło" obiektywu powinniśmy założyć pierścieniową lampę błyskową, która nawet z odległości 2 –3 cm daje bezcieniowe oświetlenie fotografowanego obiektu. Niektórzy jednak, oglądając gotowe zdjęcia „kręcą nosem”, że obraz jest „płaski” i sztuczny. Wobec tego, korzystnie jest wtedy dołożyć jeszcze światło modelujące, z pojedynczych lamp błyskowych, zamontowanych po bokach i nieco z góry.

Wygodnym rozwiązaniem do wykonywania zdjęć makrofotograficznych, jest zamontowanie (przy pomocy specjalnego pierścienia) do aparatu ,obiektywu fotograficznego „tyłem do przodu”. Uzyskujemy wtedy efekt „powiększenia” fabrycznie skorygowanym układem optycznym posiadanego obiektywu.



Można też między aparat a obiektyw zamontować pierścienie pośrednie lub mieszek, odsuwając w ten sposób obiektyw od aparatu. Również pozwala to na wykonywanie zdjęć, nawet w skali 1:1czyli obiekt w naturze mający wymiar 1 cm – na kliszy ma również tę samą wielkość. A to już makrofotografia w pełnym tego słowa znaczeniu !



A teraz parę słów o pielęgnacji naszego sprzętu fotograficznego. Sięgając pamięcią wstecz, w latach osiemdziesiątych, zaczynałem swą przygodę z fotografią (jak większość wtedy) od Zenita, potem były różne Praktiki (z byłego NRD) i wreszcie (całkowicie mechaniczny) Nikon FM-2N, który służy mi do dnia dzisiejszego i nigdy mnie nie zawiódł.



A zrobił już co najmniej kilkanaście tysięcy zdjęć. I to w najróżniejszych warunkach! Fotografowałem nim zarówno w temperaturze + 53 stopnie Celsjusza (miejscowość Jerycho w Izraelu) – jak i przy minus 23 stopniach w naszych Tatrach ! Jestem pełen podziwu dla konstruktorów tej maszyny. Podejrzewam, że FM- ką będzie jeszcze fotografować moja córka a może i wnuki !



Oczywiście, przez te wszystkie lata przestrzegałem kilku podstawowych zasad, obowiązujących właściciela aparatu fotograficznego. Po pierwsze był zawsze transportowany w torbie lub pokrowcu, wyścielonym miękką gąbką. Po drugie-nigdy nie leżał na półce pod tylną szybą samochodu i nie „smażył się" w słońcu.



Po trzecie –nigdy nim nie rzucałem i nie uderzałem silnie w inne przedmioty. Po czwarte- podczas transportu lotniczego, zawsze miałem go przy sobie w bagażu podręcznym. Po piąte- w wysokich temperaturach, był systematycznie oczyszczany z brudu i kurzu, (od spoconych dłoni).



Po szóste –z przodu obiektywu, jest wkręcony na stałe filtr ochronny UV, który po zanieczyszczeniu (w razie potrzeby) przemywałem- bez szkody dla obiektywu. Po siódme – jeśli aparat fotograficzny był silnie wychłodzony –to po przeniesieniu do ciepłego pomieszczenia – miał zawsze czas na wyschnięcie i wysuszenie po wyroszeniu. Po ósme – jego wnętrze było czyszczone tylko strumieniem powietrza (z gruszki gumowej). Gniazdo mocowania obiektywu zaś – było okresowo sprawdzane a poluzowane śrubki- systematycznie dokręcane.



Dziewiąta zasada- przy fotografowaniu nad powierzchnią wody (z łodzi, tratwy lub w czasie brodzenia po bagnach) aparat był w foliowym etui (Ewa Marine) – co dawało jego wodoodporność nawet po zamoczeniu (to samo w czasie deszczu). I wreszcie dziesiąta zasada – taką samą troską otaczałem obiektywy wymienne i lampy błyskowe- niezawodnie służące mi od wielu lat. A teraz kilka zdań o tym, co powinniśmy przy sobie posiadać, wybierając się nawet na krótką wycieczkę w tereny leśne. Najważniejszą rzeczą jest mapa terenu, po którym się poruszamy i zezwolenie z nadleśnictwa na wykonywanie zdjęć przyrodniczych.



Pierwszy papier uchroni nas przed spenetrowaniem nie tego obszaru, który chcieliśmy. Drugi- pozwoli na spokojną rozmowę ze strażnikami leśnymi. Ze względu na dość rozwinięte kłusownictwo w Polsce (w tym, przy użyciu broni palnej !) - są bardzo podejrzliwi i mają słabe poczucie humoru.



Dokument z nadleśnictwa pozwoli również zaparkować samochód w miejscach, dla innych zabronionych. Wtedy wystarczy za szybą pozostawić przepustkę na zaparkowanie pojazdu w terenie leśnym. Teraz o naszym bezpieczeństwie. Do tej kategorii zaliczam: posiadanie przy sobie co najmniej jednego (w wodoszczelnym opakowaniu) opatrunku osobistego,



tabletek przeciwbólowych, scyzoryka wielofunkcyjnego i dwóch źródeł światła. Osobiście preferuję zwykłą małą latarkę na bateryjki ,typu „paluszki”,

 

 

których zapas w skórkowych etui noszę zawsze w teren, jako źródło energii do lamp błyskowych i aparatu automatycznego. Drugim źródłem światła jest lampka na diody świecące, z możliwością zamontowania na czole (przy wolnych rękach). Na jednym komplecie baterii świeci ok. 90 godzin!!! Mając ją na czapce ,unikam (wracając o zmroku lub nocą) „nadziania się” twarzą, na wystającą gałąź , czy inną przeszkodę w lesie.



W nocy, nawet dotarcie do samochodu bez światła staje się wielkim problemem. Oczywiście zabieram ze sobą zapas filmów w szczelnych plastikowych pudełeczkach, nie przepuszczających światła.



Na wszelki wypadek, w torbie fotograficznej jest zawsze kompas i pudełko zapałek „sztormowych” które na szczęście były mi potrzebne tylko raz (do osuszenia ubrania po kąpieli w bagnie). Pomijam oczywiście jakieś specjalistyczne eskapady –wymagające asekuracji osoby drugiej, lin, uprzęży itp. Dość często korzystam z pomocy miejscowego przewodnika, znającego specyfikę danego terenu. Nie wstydzę się tego – a efektem (od wielu lat) są szczęśliwe powroty do domu z bogatym materiałem fotograficznym, którym pragnę się z państwem podzielić...